poniedziałek, 18 lutego 2013

8. Noc u kolegi - cz. 2

Kiedy dostałam od Nataniela koszulkę poszłam do łazienki wziąć prysznic. Po 15 minutach wyszłam ubrana udając się na piętro. Weszłam do pokaju siadając na parapecie. Powoli zapadał zmrok, ale ja wcale nie czułam się śpiąca. Oparłam się o ścianę i myślałam o tym czrwonowłosym chłopaku. Rzekomym Kastielu. I o tym dlaczego Natuś jest dla mnie taki miły, a jego siostra niezbyt.
Mijały sekundy, potem minuty, aż w końcu godziny. Na dworze zaczęło padać. Przyłożyłam policzek do szyby i wsłuchiwałam się w melodyjne stukanie kropel deszczu.
- Jeszcze nie śpisz? Już późno. - Odwróciłam się jak poparzona w stronę blondyna rumieniąc się przy okazji ponieważ nie miał na sobie koszulki.
- Nie jestem zmęczona - przękręciłam głowę w stronę okna żeby móc podziwiać uśpioną Machidę (Machida - miasto, w którym odgrywa się akcja). Wygląda tak pięknie przy blasku księżyca.
- Twoje oczy mówią co innego. I jesteś jakaś, taka nieobecna - mów za siebie. Ja nie śpię jak ludzie!
- Eeeeee . . . C-Co? - potrząsnęłam głową. Faktycznie jestem nieobecna, ale tylko troszkę.
- Haha. O tym właśnie mówiłem. Nad czym tak rozmyślasz? - Jak powstał toi toi, wiesz?!
- Nad tym czy nic ci nie jest po bójce . . . - za późno zakryłam usta dłonią. Zdążyłam to powiedzieć! To się nazywa mieć moje szczęście. Wszystko co jest ważne potrafię schrzanić! To prawda martwię się o niego, ale czy to od razu musi być coś poważnego?!
- Nic. Choć już spać. - Moja twarz zamieniła się w raka, a Nataniel tylko troszeczkę się zarumienił
- Danei (jap. Chwilka) -  Musiałam pozbierać myśli i uspokoić się ze względu na to co dałam mu do zrozumienia.
- Dobrze, tylko nie siedź zbyt długo. - on jest taki słodki, że mam na niego ochotę <dop. aut.> ;)
- Hai, dobranoc - a teraz pytanie: "Czy powinnam poczytać w jego myślach?" Jako diabełek mam prawo. Błuahahahaha!!! Położyłam się na łóżku upewniając się czy miodooki śpi. Niestety jeszcze nie. No więc tak, w bonusie podaruję wam jego myśli:
" Czy ona się o mnie martwi? I co ja mam teraz zrobić? Nie będę teraz mógł spojrzeć jej w oczy. Ale przecież ja też się o nią martwię. Jest wyjątkowa i silna fizycznie i psychicznie. Musiała tyle przejść. Straciła rodziców, gdy była mała. Zostali jej tylko bracia. Co ja wygaduję?! Nie! Dość tego! Ona na pewno mnie nie lubi a co dopiero, że się jej podobam. Nigdy w życiu! Nie zasługuję na nią . . . Szkoda . . . " Po długich namysłach zasnął. Z kolei ja zaczęłam się zastanawiać. Czy on właśnie się przyznał, że mnie lubi? Gdyby on wiedział, że ja go też. Jeszcze jedna rzecz mnie męczy, a mianowicie, gdzie zamieszkam. Nie mogę zostać u Nataniela, muszę znaleźć sobie i braciom własny kąt. Jutro porozmawiam o tym z nim i jego rodzicami.

piątek, 15 lutego 2013

7. Noc u kolegi - cz.1

Poszliśmy do domu Nataniela. Był niedaleko, tak jak mówił Nat. Weszłam do środka, zdjęłam buty i wypowiedziałam moje przemówienie wymyślone specjalnie dla tych głupich, nadpobudliwych, łakomych, nieodpowiedzialnych, rozbrajających, nieszczących wszystko co wpadnie w łapy, <chyba troszeczkę zeszłam z tematu> braci, jacy mają być grzeczni bo jesteśmy gośćmi. Poznałam też rodzinę Nata. W 100% przypomina swoją mamę. Blondynka, miodowe oczy i ciepły uśmiech, tak, na 100%.
- Jesteś dziewczyną Nataniela, tak? - Jego tata wydawał się być zakłopotany, a Amber (siostra Nata, młodsza o rok) najwyraźniej się wkurzyła. Wyszła trzaskając drzwiami z hukiem.
- Nie - Człowieku, kto by chciał dziewczynę, która przy drobnej sprzeczce może zabić?! (no, nie wiem<dop. aut.>)
- Akira to tylko znajoma. Jest zmęczona bo spotkaliśmy Kastiela . . . - chłopak nawet nie zdążył dokończyć
- Już wszystko jasne. Słoneczko, chcecie zostać na noc? - OMG! Jeszcze mi tego brakowało żeby się do mnie jego rodzice przywiązywali!!!
- Nie chcę robić wam kłopotu. - powiedziałam spuszczając głowę w dół
- Ale to dla nas żaden kłopot! Tylko nie mamy żadnych wolnych pokoi. - Ufff . . . Może dadzą mi święty spokój - Będziesz musiała spać z Amber albo z Natanielem - w tym właśnie momencie szanowna Amber otworzyła drzwi wychylając tylko głowę
- Nie mam zamiaru dzielić pokoju z tą szmatą! Niech wraca do swoich rodziców! - powiedziała to z taką pogardą, że masakra
- Amber, jak ty się wyrażasz?! - i królewna wróciła do zamku (tłumaczenie: Amber wściekła się na wszystkich i obrażona wróciła do malowania paznokci w swoim pokoju.)
- Ja nie mam rodziców - powiedziałam tak cicho żeby nie usłyszeli, ale mama blondyna ma zbyt dobry słuch
- Kochana, tak mi przykro. Shun (bo tak się nazywa tata) przynieś rozkładane łóżko do pokoju Nataniela.
- Gomenasai, gdzie mogą spać moi bracia? - chyba nie na ziemi, chociaż za karę to mogą tam wylądować
- Na sofie w salonie, jest 2 osobowa.
- Hai, arigatou - powiedzieli chórem. Było widać grymas na ich twarzach. Ha, ha! Przede mną nic się nie ukryje!
- Choćmy - chłopak chwycił mój nadgarstek i zaprowadził na górę. dążyłam jeszcze wychwycić fragment rozmowy jego rodziców. Mówiła to jego mama "Zobaczysz, jeszcze będą zakochaną parą". - To mój pokój. Jeśli chcesz możesz spać tu sama. Wiem, że to trochę krępujące spać z chłopakiem, o którym nic nie wiesz.
- Nie martw się. Wiem o tobie więcej niż ci się wydaje. Nie będę cię przecież wyganiać z twojego pokoju.
- Dobrze. Zagramy w coś? Poznamy się lepiej - zauważyłam na jego twarzy chytry uśmieszek.
- O co chodzi? - nie wiem czy mam płakać czy się śmiać
- Znam taką fajną grę. Nazywa się "prawda lub fant". - coś jak rozbierana butelka?!?!?!?!?!?!?!?!?!
- Ok. To gramy - Położyłam się na brzuchu i zaczęłam machać nogami w powietrzu
- Ja zaczynam. Skąd jesteś? - Będę musiała dać mu fanta, bo prawdy nie powiem! Na moje nieszczęście założyłam dzisiaj tylko zwiewną sukienkę i bolerko.
- Nie mogę powiedzieć - dałam mu bolerko a on się uśmiechnął - Teraz ja. Jak to się stało, że ty i Kastiel się nienawidzicie??? - nic mi do głowy nie przyszło.
- Kiedy byłem mały dokuczałem Amber i pewnego dnia przesadziłem psując jej ulubioną lalkę. Kastiel ją naprawił i pokłuciliśmy się o to. Potem cały czas to robiliśmy o błache sprawy. Chyba nigdy się nie pogodzimy - Foch!!! On gada prawdę czyli nie da fanta! Foch forever!!! <dla niewiedzących: Foch to żartobliwe obrażenie się na kogoś>
- No cóż, następne pytanie. Jak to się stało, że jesteś tutaj? - Draniu, jeden, ty!!!!!!!!!
- Nie mogę powiedzieć - powtórzyłam z niechęcią i walnęłam głową o podłogę opuszczając nogi
-To daj fanta. Takie są zasady gry. - teraz już wiem o co mu chodziło z tym uśmiechem.
- Nie widzisz, że mam na sobie tylko sukienkę i . . . nie ważne (miałam założone sznureczki w dolnej części ciała, domyślcie się co to). Nie zdejmę jej! Nie zdejmę i już!
- Akira. Mogłem ci to powiedzieć na początku. Jeśli nie dasz fanta, będziesz musiała . . . pocałować innego gracza - że co do ciężkiej cholery?! (sorki za słownictwo <dop. aut.>)
- Czyli tak mam do wyboru: pocałować cię albo siedzieć tu w samej bieliźnie. Hmm . . . - ~Nie chcę żeby pomyślał, że mi się podoba, więc go nie pocałuję. Chyba nie mam wyboru.~ Tak sobie myślałam ściągając sukienkę. Czułam jak oblewa mnie gigantyczny rumieniec, z resztą Nataniela też.
- Gramy dalej czy mi darujesz? - spojrzałam na niego moim błagalnym wzrokiem i zatrzepotałam rzęsami.
- Ja bym jeszcze mógł pograć - o czym ten słodki oszołom myśli?!
- Jestem śpiąca - powiedziałam ziewając. Oczywiście sztucznie żeby skończyć tą chamską grę
- Dobrze. A w czym będziesz spać? - O ja głupia! Przecież nie będę spać w ciuchach, a co dopiero bez!
- Kurcze! Nic nie wzięłam! - walnęłam się w czoło po czym spuściłam głowę w dół
- Nie przejmuj się. Coś wykombinujemy. Pójdę spytać Amber, zaraz wrócę - jakby to coś dało. Usłyszałam ich rozmowę:
       "- Cześć siostrzyczko. Czy była byś w stanie pożyczyć 1 koszulkę nocną?
        - Nie ma mowy. Nie dla tej wiedźmy!
        - Proszę. Jeśli nie dla niej, to dla mnie.
        - Nie! "
Amber wypchnęła go za drzwi i wrócił do pokoju
- I co? Udało się? - spytałam ironicznie, bo przecież wiedziałam, że nie
- Niestety nie. Mogę ci dać moją koszulkę. Jeśli nie masz nic przeciwko. - w jego głosie dało się usłyszeć troskę i zawiedzenie (na Amber)

środa, 13 lutego 2013

6. Bójka

- To ona. Capucinne. Udało się! - no co?! Jak już wcześniej wspominałam to jestem początkująca i sama w siebie nie wierzę. Potrzebuję wsparcia ze strony tych dwóch kochanych przygłupów
- Dobra, choćmy do niej. Halo! Hej! Choćmy do niej! - Emilio najwyraźniej się wkurzył bo zaczął wymachiwać rękami przed moim nosem
- Zamknij tę kłapaczkę i siedź cicho knypku! - Aleksander chyba też już nie mógł wytrzymać.
- A ty spadaj! Bo jak nie to . . . to ci przyłożę. Tak bardzo że cię żadna pania nie zechce! - maluszek. Hi
- Ech, mówi się panna a nie pania, głombie. - ja mam ich powoli dość!!! Zaraz mi się demon uaktywni!!!
- Obydwaj zamknąć się w tej chwili! Emilio, jak ty się wyrażasz?! A ty Aleksander, jaki przykład dajesz bratu?! Ona czeka na jakąś Iris. A teraz choćcie bo nie mam zamiaru się z wami dłużej użerać.
- Cześć, jestem Akira. A ty pewnie Capucinne. - Tak. Zaczęłam tą rozmowę jakoś niefortunnie.
- . . . - chyba się mnie wystraszyła, nie umie gadać albo jest wstydliwa. Jak tak dalej pójdzie to odpowie mi za rok. Dobra spróbuję mojego tak zwanego szczęścia.
- Jak nie chcesz mi powiedzieć to nie ma problemu, ale wiedz, że tu chodzi chodzi o życie Xabiera.
- Jesteśmy jego jedyną rodziną i bardzo nam na tym zależy. Ja jestem Aleksander, to Emilio - mówiąc wskazał na młodszego brata - a to jest nasza siostra Akira. Jest dla nas jak mama, więc czasem zachowuje się dość porywczo. - Nareszcie wykazał chociaż trochę opanowania i dobrych manier.
- Idziemy. Nic tu po nas. - mówiąc to odwróciłam się na pięcie i poszłam  z braćmi przed siebie.
- To jak go teraz znajdziemy? - Aleksander powiedział to z rozczarowaniem w głosie, a Emilio tylko przytaknął ze spuszczoną głową. Ja byłam innej myśli. Zaczęłam szeptem odliczać.
- Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden . . . - jestem pewna że mam rację.
- Poczekaj! - Capucinne jak na zawołanie. - Wiem gdzie Xabier może być, ale nie mam pewności - chłopcy nieźle się zdziwili i popatrzeli w moją stronę. Szczęśliwa jak nigdy dotąd poszłam za nią, a bracia za mną.
- Wiedziałam, że nie pozostaniesz obojętna w stosunku do Xabiera. Wiem też, że ci na nim zależy. Jesteś jego przyjaciółką? - pytałam jeszcze o wiele rzeczy, ale nie będę tym was męczyć.
- Tak. Znamy się od małego. Ostatni raz widziałam go tutaj gdy mieliśmy po 7 lat. - dziewczyna pokazała nam piękną łąkę z sakurą na samym środku. Zza drzewa dobiegały jakieś krzyki i odgłosy szarpaniny.
- Ktoś tam jest i chyba nie jest dobrym towarzystwem do rozmowy, więc się odsuńcie - zbliżyłam się ostrożnie do rośliny i zobaczyłam przystojnego chłopaka. Miał czerwone włosy i czarne oczy. Trzymał za koszulę blondyna o słodkich miodowych oczach. Prawdopodobnie obaj byli w moim wieku - 16tka. Nie zauważalnie podeszłam do nich i krzyknęłam.
- Przestaniecie czy mam was sama uspokoić?! Zachowujecie się gorzej niż moi młodsi bracia! - czerwonowłosy nic sobie z tego nie robił, więc chwyciłam za jego pięść, którą kierował w stronę wyrywającego się chłopaka. Ścisnęłam tak mocną, że napastnik syknął z bólu i upadł na ziemię.
- Niezłe z ciebie ziółko. Jakbyś chciała się spotkać to przyjdź tu jutro, pobawimy się.- spoliczkowałam go
- Wkurzają mnie takie typki jak ty. A teraz spadaj i nie karz mi się powtarzać! - ledwo skończyłam a jego już nie było. Został tylko ten słodziak z krwawiącą wargą i siniakami na całym ciele.
- Nic ci nie jest? Kto to w ogóle był? A co ważniejsze czego chciał? - Chłopak tylko patrzył na mnie z zaciekawieniem i wdzięcznością. - Ah, przepraszam. Jestem Akira Katsuke, a ty?
- Eee . . . Nataniel. Wracając do twoich pytań: 1. Nie 2. Kastiel 3. Powiem tylko tyle, że nie przepadamy za sobą i raczej nie ma szans na rozejm - z jego wargi zaczęło cieknąć co raz więcej krwi.
- Nataniel, twoja warga krwawi i masz pełno siniaków . . . - gdy to usłyszał przetarł usta podartym rękawem, ale w ten sposób pogorszył sytuację - . . . daj, pomogę ci - wyciągłam chusteczkę z kieszeni, pomoczyłam ją wodą i przyłożyłam do jego twarzy. Czułam jak cała się czerwienie bo byliśmy niebezpiecznie blisko. - Jesteś pewien, że dasz radę dojść sam do domu? - mówiąc odsunęłam się.
- Chyba nie . . . Akira- i się zaczyna. Specjalnie upadł na trawę chwytając mnie za nadgarstek, w skutku czego też upadłam.
- To my sobie pójdziemy. Capucinne gdzie jest najbliższa kawiarnia? - Chwała Aleksandrowi
- Za rogiem. Później możemy iść do kina, które z nią sąsiaduje. - wszyscy byli zadowoleni z tej decyzji. Zwłaszcza ja. Nie pokazywałam tego i wyglądałam na opanowaną, ale w środku krzyczałam i skakałam z radości. Spojrzałam na niego z motylkami w brzuchu. Był zapatrzony w chmury, więc postanowiłam zrobić to samo. Gdy przekręciłam głowę. Nataniel usiadł obok i na jego twarzy zawidniał uśmiech wielki ja banan.
- Dziękuję za pomoc. Jeszcze nigdy nie widziałem dziewczyny tak silnej jak ty. Nikt nie pokonał Kastiela jednym ruchem. W ogóle nikt go nie pokonał. Jesteś bardzo silna. - kurcze, jak ja mam się z tego wykręcić?! Chyba mu nie powiem że jestem wojowniczką z innej planety.
- Dziękuję. Trenowałam z moim tatą. - poczułam jak po moim policzku spływa łza.
- Nie płacz. Co się stało? - chłopak delikatnie otulił dłonią moją twarz. Musiałam chwilę pomyśleć bo nie mogę powiedzieć mu, że mój ojciec zginął w wojnie na innej planecie.
- On . . . - usiadłam opierając plecy o pień drzewa i schowałam głowę w ręce - . . . zamordowali go na moich oczach gdy miałam 4 lata. - ta jedna łza przemieniła się obfity płacz.
- Teraz ty nie dasz rady dojść do domu - powiedział zbliżając się do mnie - mieszkam niedaleko. Jeśli chcesz twoi bracia też mogą tam spać. Nie mam nic przeciwko. - 1szy raz będę spać u kogokolwiek. Jak się mam zachowywać?! A co ważniejsze czy on wytrzyma z moimi kochanymi oszołomami??? - Tylko musisz zadzwonić do swojej mamy i powiedzieć jej gdzie jesteś. Na pewno się martwi.
- Martwiłaby się, gdyby żyła. - znowu skryłam głowę w rękach i zaczęłam płakać. Próbowałam przestać, ale na próżno. - zmarła przy porodzie najmłodszego z braci - co się ze mną dzieje do cholery?! Przecież ja nigdy nie płaczę. Nigdy nie płakałam. Nigdy płakać nie będę. Tak sobie obiecałam - Teraz ja ich wychowuję.
- Choćmy już. Musimy jeszcze znaleźć twoje rodzeństwo. - powiedział spokojnie po czym wstał i wyciągnął do mnie rękę pomagając mi podnieść się z ziemi.
Nie musieliśmy długo szukać reszty naszej paczki bo akurat wychodzili z kina napotykając nas przy wyjściu.
- To jak, idziemy? - Nat, z twojej twarzy uśmiech chyba nigdy nie znika!
- Um. - kwnęłam głową na znak zgody.

niedziela, 10 lutego 2013

5. Czy ona się znajdzie?!

Poszliśmy szukać dalej tej dziewczyny ale nieeee... Ona też zniknęła! Tu jej nie ma a powinna. Jestem . . . Jak to się mówi? . . . Kosmitą! I mam swoje źródła wiedzy o mieszkańcach całej planety Zi-emi więc nie zdziw się jeśli zobaczysz mnie w nocy w twoim pokoju . . . Szukamy, szukamy, ciągle szukamy. Nic! Nie ma! Diabli ją wzięli! Albo żul wie co?! Gdzie ta Capucinne (czytaj: Kapuczin)?! Gdzie?! Gdzie?! Gdzie?!

                                  ***


Upsss . . . Kilka diabelsko słodkich słówek, ale no cóż ja jestem takim małym, słodkim diabełkiem. Nic na to nie poradzę. Jestem z innej planety, jestem słodka i jeszcze nie pokazałam wam jak bardzo. . .
Oto ja na tej waszej planecie! Słodziuchna no nie?! Dobra! Koniec tego słodkiego! Kończę!

                                ***


Szliśmy już jakąś dobrą godzinę albo ze dwie, nawet trzy. Jestem zmęczona. Emilio i Aleksander chyba też.
Już mieliśmy się poddać, kiedy zobaczyłam uroczą dziewczynę z brązowymi włosami do ramion. Miała duże zielone oczy, uroczy uśmiech a jakie ciuchy! Nawet Zendaya Coleyman może się przy niej schować!
- Chłopcy, to chyba ona. - mówiąc wskazałam na siedzącą na ławce dziewczynę.
- Może zapytamy??? No wiecie czytać w myślach to ja nie umiem! Niestety! Wy też nie! - jaki z Emilio dzieciak . . .
- Taaa . . . Jasne . . . A co jej powiesz? Hm?! ,,Cześć. Jestem z innej planety i chciałem się zapytać czy to ty jesteś Capucinne. Szukamy cię od paru dni'' Bardzo mądre rozwiązanie - jak zwykle Aleksander spokojny i wyrozumiały. Ja ich nigdy nie zrozumiem. Nigdy.
- Możecie się uciszyć?! Niedawno podczas treningu z Itakushim odkryłam w sobie olbrzymie pokłady chakry. Dziwne co nie? Co jeszcze dziwniejsze posiadam chakrę każdego żywiołu. Od tamtej pory Itakushi uczy mnie władać magią oraz daną bronią. Szkolił mnie także jak czytać w myślach i dał mi ważną misję, ale nie będę o niej gadać. Teraz najważniejsze to spokój, harmonia ducha i przywołanie chakry. - w momencie gdy wpatrywałam się w Capucinne złożyłam ręce, zamknęłam oczy i wykonałam kilka gestów. Podziałało. Udało się wczytać w jej myśli, ale tylko trochę bo narazie jestem początkującym sent-sayą i nie mogę się przemęczać.