piątek, 15 lutego 2013

7. Noc u kolegi - cz.1

Poszliśmy do domu Nataniela. Był niedaleko, tak jak mówił Nat. Weszłam do środka, zdjęłam buty i wypowiedziałam moje przemówienie wymyślone specjalnie dla tych głupich, nadpobudliwych, łakomych, nieodpowiedzialnych, rozbrajających, nieszczących wszystko co wpadnie w łapy, <chyba troszeczkę zeszłam z tematu> braci, jacy mają być grzeczni bo jesteśmy gośćmi. Poznałam też rodzinę Nata. W 100% przypomina swoją mamę. Blondynka, miodowe oczy i ciepły uśmiech, tak, na 100%.
- Jesteś dziewczyną Nataniela, tak? - Jego tata wydawał się być zakłopotany, a Amber (siostra Nata, młodsza o rok) najwyraźniej się wkurzyła. Wyszła trzaskając drzwiami z hukiem.
- Nie - Człowieku, kto by chciał dziewczynę, która przy drobnej sprzeczce może zabić?! (no, nie wiem<dop. aut.>)
- Akira to tylko znajoma. Jest zmęczona bo spotkaliśmy Kastiela . . . - chłopak nawet nie zdążył dokończyć
- Już wszystko jasne. Słoneczko, chcecie zostać na noc? - OMG! Jeszcze mi tego brakowało żeby się do mnie jego rodzice przywiązywali!!!
- Nie chcę robić wam kłopotu. - powiedziałam spuszczając głowę w dół
- Ale to dla nas żaden kłopot! Tylko nie mamy żadnych wolnych pokoi. - Ufff . . . Może dadzą mi święty spokój - Będziesz musiała spać z Amber albo z Natanielem - w tym właśnie momencie szanowna Amber otworzyła drzwi wychylając tylko głowę
- Nie mam zamiaru dzielić pokoju z tą szmatą! Niech wraca do swoich rodziców! - powiedziała to z taką pogardą, że masakra
- Amber, jak ty się wyrażasz?! - i królewna wróciła do zamku (tłumaczenie: Amber wściekła się na wszystkich i obrażona wróciła do malowania paznokci w swoim pokoju.)
- Ja nie mam rodziców - powiedziałam tak cicho żeby nie usłyszeli, ale mama blondyna ma zbyt dobry słuch
- Kochana, tak mi przykro. Shun (bo tak się nazywa tata) przynieś rozkładane łóżko do pokoju Nataniela.
- Gomenasai, gdzie mogą spać moi bracia? - chyba nie na ziemi, chociaż za karę to mogą tam wylądować
- Na sofie w salonie, jest 2 osobowa.
- Hai, arigatou - powiedzieli chórem. Było widać grymas na ich twarzach. Ha, ha! Przede mną nic się nie ukryje!
- Choćmy - chłopak chwycił mój nadgarstek i zaprowadził na górę. dążyłam jeszcze wychwycić fragment rozmowy jego rodziców. Mówiła to jego mama "Zobaczysz, jeszcze będą zakochaną parą". - To mój pokój. Jeśli chcesz możesz spać tu sama. Wiem, że to trochę krępujące spać z chłopakiem, o którym nic nie wiesz.
- Nie martw się. Wiem o tobie więcej niż ci się wydaje. Nie będę cię przecież wyganiać z twojego pokoju.
- Dobrze. Zagramy w coś? Poznamy się lepiej - zauważyłam na jego twarzy chytry uśmieszek.
- O co chodzi? - nie wiem czy mam płakać czy się śmiać
- Znam taką fajną grę. Nazywa się "prawda lub fant". - coś jak rozbierana butelka?!?!?!?!?!?!?!?!?!
- Ok. To gramy - Położyłam się na brzuchu i zaczęłam machać nogami w powietrzu
- Ja zaczynam. Skąd jesteś? - Będę musiała dać mu fanta, bo prawdy nie powiem! Na moje nieszczęście założyłam dzisiaj tylko zwiewną sukienkę i bolerko.
- Nie mogę powiedzieć - dałam mu bolerko a on się uśmiechnął - Teraz ja. Jak to się stało, że ty i Kastiel się nienawidzicie??? - nic mi do głowy nie przyszło.
- Kiedy byłem mały dokuczałem Amber i pewnego dnia przesadziłem psując jej ulubioną lalkę. Kastiel ją naprawił i pokłuciliśmy się o to. Potem cały czas to robiliśmy o błache sprawy. Chyba nigdy się nie pogodzimy - Foch!!! On gada prawdę czyli nie da fanta! Foch forever!!! <dla niewiedzących: Foch to żartobliwe obrażenie się na kogoś>
- No cóż, następne pytanie. Jak to się stało, że jesteś tutaj? - Draniu, jeden, ty!!!!!!!!!
- Nie mogę powiedzieć - powtórzyłam z niechęcią i walnęłam głową o podłogę opuszczając nogi
-To daj fanta. Takie są zasady gry. - teraz już wiem o co mu chodziło z tym uśmiechem.
- Nie widzisz, że mam na sobie tylko sukienkę i . . . nie ważne (miałam założone sznureczki w dolnej części ciała, domyślcie się co to). Nie zdejmę jej! Nie zdejmę i już!
- Akira. Mogłem ci to powiedzieć na początku. Jeśli nie dasz fanta, będziesz musiała . . . pocałować innego gracza - że co do ciężkiej cholery?! (sorki za słownictwo <dop. aut.>)
- Czyli tak mam do wyboru: pocałować cię albo siedzieć tu w samej bieliźnie. Hmm . . . - ~Nie chcę żeby pomyślał, że mi się podoba, więc go nie pocałuję. Chyba nie mam wyboru.~ Tak sobie myślałam ściągając sukienkę. Czułam jak oblewa mnie gigantyczny rumieniec, z resztą Nataniela też.
- Gramy dalej czy mi darujesz? - spojrzałam na niego moim błagalnym wzrokiem i zatrzepotałam rzęsami.
- Ja bym jeszcze mógł pograć - o czym ten słodki oszołom myśli?!
- Jestem śpiąca - powiedziałam ziewając. Oczywiście sztucznie żeby skończyć tą chamską grę
- Dobrze. A w czym będziesz spać? - O ja głupia! Przecież nie będę spać w ciuchach, a co dopiero bez!
- Kurcze! Nic nie wzięłam! - walnęłam się w czoło po czym spuściłam głowę w dół
- Nie przejmuj się. Coś wykombinujemy. Pójdę spytać Amber, zaraz wrócę - jakby to coś dało. Usłyszałam ich rozmowę:
       "- Cześć siostrzyczko. Czy była byś w stanie pożyczyć 1 koszulkę nocną?
        - Nie ma mowy. Nie dla tej wiedźmy!
        - Proszę. Jeśli nie dla niej, to dla mnie.
        - Nie! "
Amber wypchnęła go za drzwi i wrócił do pokoju
- I co? Udało się? - spytałam ironicznie, bo przecież wiedziałam, że nie
- Niestety nie. Mogę ci dać moją koszulkę. Jeśli nie masz nic przeciwko. - w jego głosie dało się usłyszeć troskę i zawiedzenie (na Amber)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz